Grudniu - wyzwanie moje!
Mam nadzieję, że nasz Narodowy Wieszcz mi wybaczy i w trakcie kolejnej wizyty na krakowskim rynku nie dostanę reprymendy za wykorzystywanie zabiegu inwokacji dla tak pospolitych celów jak tytuł posta ;)
Dziś - trochę z powodu publicznie złożonej obietnicy, a trochę z powodu totalnego deficytu słońca, z którym nie mogłam sobie już poradzić, powstaje ten post. Temat wybrałam bardzo oryginalny - grudzień. Dla mojej przyjaciółki to najpiękniejszy miesiąc (bardzo to "obiektywne" z jej strony - to miesiąc jej urodzin), a dla mnie jeden z 4 najtrudniejszych w roku. Dla uzależnionych od słońca przeżycie tych dni, w których ledwo zrobi się jasno,a już zaczyna zmierzchać jest dość dużym wyzwaniem. Pewna sytuacja sprzed kilku dni zmusiła mnie do popatrzenia na ten miesiąc trochę łaskawszym okiem.
Czwartkowe popołudnia spędzam z dzieciakami na świetlicy prowadzonej przez świdnicką fundację. Nie robię nic wielkiego - jestem po prostu "ciocią od przytulania i uśmiechów" (może opowiem kiedyś o tym więcej). W tym tygodniu, po obiedzie pojawiło się magiczne ogłoszenie zapowiadające spotkanie z Mikołajem. Jakoś przypadkowo mój wzrok namierzył wtedy siedzącą nieopodal 6-letnią dziewczynkę. Wyglądała tak jakby właśnie wygrała w lotka. Intrygująca była ta jej reakcja. Myślę, że dlatego tak we mnie utkwiła, bo sama gdzieś straciłam tą spontaniczność w procesie stawania się dorosłą (ok - nie całkiem, przyznaję, że nadal działa na mnie padający śnieg ;)) i bardzo za nią tęsknię. Stąd ta moja rozkmina nad paradoksami, które kryje w sobie ten jesienno-zimowy miesiąc.
Grudniu - wyzwanie moje! Chciałabym wylać na ciebie cały mój żal i pretensje za krótkie dni, za depresyjne stany, które dopadają mnie z braku słońca, za to, że jest ciemno i ponuro, na nic nie mam energii i ogólnie to chciałabym być niedźwiedziem, który najgorsze przesypia i budzi się dopiero wiosną. Tylko kurczę ... herbata z miodem i cytryną tak dobrze smakuje, Św. Mikołaj zjawia się na ziemi, spada pierwszy śnieg łagodząc jesienne spustoszenie w przyrodzie, choinkowe światełka dodają ciepła i rozweselają szary krajobraz, domy pachną barszczem i pierniczkami. Nie mogę tego wszystkiego przekreślić brakiem słońca. Tak więc dryfuję między smutkiem ponurych szarych dni a radością z obdarowywania i otrzymywania prezentów, między bezsensem, a nadzieją która mimowolnie budzi się w nas już w trakcie przedświątecznych przygotowań.
Za tydzień Święta Bożego Narodzenia. Wiem, że nie wszystkie marzenia się wtedy spełnią, Wigilijna kolacja nie będzie wyglądać tak jak na filmach, a wspólne lepienie uszek nie będzie wielkim wydarzeniem, ale jednak to jest ten czas kiedy coś tam w naszych sercach drgnie. Tego Tobie, sobie i naszym bliskim życzę. Niech w tym czasie nie umkną nam promyki słońca.
Grudniu - wyzwanie moje - chyba cię jednak lubię :) Dobrego grudniowego czasu :)
Komentarze
Prześlij komentarz