Chciałabym nie pamiętać, ale
Chciałabym nie pamiętać ale to jest uciekanie od odpowiedzialności. Już za długo to robiłam. Teraz uczę się żyć z uczuciem dyskomfortu. Ze świadomością że naprawdę nikt tu na ziemi nie może być moim oparciem. Jedyne prawdziwe oparcie daje Bóg. O ironio - to jest czas wielkiego bólu, pokonywania swoich ograniczeń, ale w tym bólu widzę swoją siłę. Nie wiem jaki będzie tego efekt, ale mimo lęku naprawdę czuję że dobrze robię. Nagle słowa Joli, jej doświadczenie porozwodowe wracają do mnie jak bumerang "nie bądź za dobra" i to jest racja. Dziwne jest uczucie uświadomić sobie, że nie jest się ważnym dla niby najbliższej osoby. Nie zapytał jak po wizycie u lekarza, nie zapytał do kogo idę za tydzień. Ale moim zwycięstwem jest to, że nawet nie czuje potrzeby się tym dzielić. Wiem że nie mogę być "uwieszoną". I tego właśnie się teraz uczę.