Grr...
Ależ jestem zła. Ten katar mnie doprowadza do szału. Nie mogłam przez niego spać, więc jestem nie do życia. A tu od rana. Synek się położył na córeczce i jak go próbowałam ściągnąć to się obudziła z płaczem. Nie wiem o co kaman, ale ona nie płacze ona krzyczy. Tragedia. Potem śniadanie..porządki po śniadaniu, bo serek który jadła był wszędzie. Podłoga tak uwalona, że musiałam ją dziś umyć, bo bym zwariowała w takim syfie. Do tego witamina D,.syropy każdy inny na kaszel, na alergię, probiotyki po antybiotyku, dwa razy czyszczenie nosa w akompaniamencie tak żeby sąsiedzi słyszeli, że ściągam jej katar. Inhalacje dwa odrębne przepisy. Umyć inhalator. Umyć aspirator
. Przy drugim razie synek zamknął mnie w kuchni na klucz... Od zewnątrz... Bez telefonu. Gdyby nie otworzył to nie wiem co bym zrobiła...
Nie czuję smaku i zapachu. Nawet kawa mi nie sprawia przyjemności... Rarytasem było umycie zębów, bo dało jako takie poczucie odświeżenia. Boli mnie palec ten odhaluksowy- już drugi tydzień...
Córeczka kaszlała w nocy, a wczoraj było już tak super. Synek kaszle nadal. Głupi wirus 😡
Mój poziom energii? Oglądają baranka, bo potrzebowałam chwili resetu.
Plus jestem wściekła na męża w sumie bez powodu - nawet go w domu nie ma 🤷 może też faza lutealna uderzyła....
Jeszcze napisała do mnie koleżanka z pracy. Wiem gdzie i z kim będę siedzieć po powrocie. Trochę mnie zasmuciła, bo nie znam tej dziewczyny no ale jakoś musimy dać radę...
Niech ten głupi katar już minie 😭
Komentarze
Prześlij komentarz