RSV...
Uczę się cierpliwości, uczę wytrwale. Dzieci złapały RSV. Jeszcze tydzień w domu. Za 4 tygodnie wracam do pracy, a córeczka jeszcze nie przeszła adaptacji 😬
Katar przyćmiewa mi logiczne myślenie i siłę mojej woli. Nie mam sił myśleć i jeszcze pochlonelam prawie całą paczkę Laysów solonych (bo tata kupował jak byliśmy mali i bolały nas gardła).
Od dwóch dni wracają do mnie różne dziwne, niepołączone ze sobą wspomnienia. Ale wszystkie są miłe 🙂
Z nauki: muszę i chcę uczyć się więcej samodzielności. Wczoraj poszliśmy na spacer z dziećmi z zaleceń lekarza. Ale mąż zaproponował żebyśmy koło klasyczne zrobili od dwóch stron. Ja byłam w aptece z córeczką a oni poszli od drugiej strony. Pomyślałam, że pewnie dlatego, że nie chce ze mną iść i pewnie będzie coś na telefonie robić albo z kimś pisać. A potem sobie pomyślałam jak miły jest taki spacer z córeczką w "samotności" i że nie muszę kontrolować męża. Że za tym dziwnym lękiem stoi moja rana odrzucenia. To dało mi poczucie uwolnienia 🙂
Komentarze
Prześlij komentarz