Ciężko mi....
Mam chwilkę i chciałam się "doszkolić" słuchając rozmowy o sposobach radzenia sobie ze skutkami parentyfikacji. Maluję sobie przy tym kolorowanki. Nawet kupiłam sobie nowe pisaki 🙂 ale rośnie mój smutek i zagubienie, a nie przynosi mi to ulgi. Nie wiem na ile jest to skutek PMS, a na ile skutek poczucia osamotnienia.
Wróciłam wczoraj ze spotkania z psychologiem. Rozmowa przyniosła mi jakąś ulgę, ale też po raz kolejny uświadomiła mi ile pracy przede mną i że tej pracy nikt za mnie nie zrobi. Z jednej strony chciałabym porozmawiać o tym z mężem tak po prostu szczerze bez owijania w bawełnę ale nie mam sił. Co z tego, że ja wiem, widzę dla nas nadzieję, dla siebie tę nadzieję, bo to tak łatwo brzmi w ustach terapeutów. Nawet to, żeby mówić dotąd, aż A. zrozumie.
Chcę napisać kilka słów do siebie.
Moja kochana,
tak dobrze widzisz - jesteś kochana. Jesteś kochana i ważna dla mnie. Przepraszam za te wszystkie momenty kiedy wierzyłam bardziej w prawdę innych o Tobie, a nie w "prawdziwą" prawdę zapisana w Twoim sercu. Byłam i jestem przy Tobie w każdej trudnej sytuacji i widzę Twoją wolę walki i chęć pracy.
Cdn
Komentarze
Prześlij komentarz