Przyjaciel za pieniądze? Nie sądzę
Dziś mam rozkminę po sesji na Skype z moją terapeutką. Ciężkie to było spotkanie. Emocjonalnie ciężkie. W pewnym momencie zapytała mnie "skąd ja biorę siłę do życia?" To pytanie trafiło prosto do mojego serca. Poczułam się zrozumiana :) Poczułam też taką dziwną ulgę. Jakby ktoś wziął ode mnie kawałek ciężaru z serca. To głupie, że ludzie określają psychologów i psychoterapeutów przyjaciółmi za pieniądze. Przyjaciele są bezcenni i jak nikt potrafią motywować i ich obecność ubogaca życie. Jednak dla mnie psychoterapeuta jest jak lekarz. Pomaga subiektywnie przebrnąć przez wszystkie zakamarki naszych emocji i psychiki. Mam dużą nadzieję, że to pomoże.
Widzę malutkie kroki do przodu. Wczoraj na przykład nauczyłam się doświadczać złości. Fajne, nie? "Jak można nie umieć odczuwać złości? Ano można jak widać. W sumie nawet się przydaje. Muszę kiedyś ją wykorzystać. Moim celem jest nauczyć się stawać w obronie samej siebie. Umieć postawić się tym, którzy mnie obrażają albo mnie nie szanują. Miałam wyuczony system "wszystko jest moją winą", "muszę wszystkich zadowalać". Dziwnie sobie po tylu latach uświadomić, że to nie jest normalne.
Wczoraj znajoma podrzuciła mi filmik Kasi Sawickiej o "morning pages". Okazało się, że coś co robiłam nieświadomie jest udowodnionym sposobem na uspokajanie emocji. Tajemnica tkwi w przelaniu swoich myśli na papier. Rano. Trzy strony A4. Mam to szczęście, że mam dość pokaźne pismo i dość nieczytelne, więc po pierwsze - szybko zapełnię te 3 strony i po drugie - pewnie nikt tego nie odczyta. Swoją drogą ciekawe jakby to było jakby moja córka kiedyś w piwnicy po mojej śmierci odnalazła te zeszyty. Czy chciałabym, żeby wiedziała jak trudną drogę przeszłam?
Czytam dalej "Wyrosnąć z DDA. Wsparcie dla dorosłych córek alkoholików" Roberta J. Acermana. Intrygująca książka. Niektóre refleksje, które zawarte są na końcach rozdziałów rozkładają na łopatki swoją trafnością. Uciekam do czytania :) Może później coś jeszcze napiszę :)
Komentarze
Prześlij komentarz