Wieczorna kapsułka znieczulająca
Seriale na Netflixie nie pomagają. Czytam książkę "Wychodząc z DDA. Wsparcie dla dorosłych córek alkoholików". Niby nie jest to książka dla mnie, bo nikt w mojej rodzinie nie pił, ale jest to w dużej mierze książka o mnie. Ktoś kiedyś powiedział, że terapia jest jak operacja na otwartym sercu - miał rację. Boli. Jeszcze niedawno płakałam nad sobą. Teraz czuję taką obojętność. Nie wiem teraz co jest gorsze.
Postanowiłam zapalikować sobie tą kapsułkę znieczulającą w postaci wypisania emocji (bo jedną z cech DDD jest strach przed emocjami lub poddawanie się im całkowicie). Teraz doświadczam lęku, tęsknoty za czymś nieuchwytnym, chyba za dzieciństwem, smutku i pustki, poczucia winy i lęku, że to gdzie teraz jestem jest karą. Jednak z drugiej strony mam już świadomość, popartą doświadczeniem wielu osób, że to naturalne, że takie emocje mi towarzyszą. To coś co zapisało się w moim ciele w dzieciństwie, ale wtedy nie mogło wyjść na zewnątrz. Muszę teraz im pozwolić na bycie. Muszę podać rękę lękowi, smutkowi, złości i wszystkim tym emocjom, których do tej pory się bałam.
Apropos słuchałam dziś rano konferencji na temat ról w dysfunkcyjnej rodzinie. Zawsze uważałam się za bohatera - grzeczne dziecko, niewchodzące w drogę, dobrze się uczy, wykonuje domowe obowiązki, czasem przejmuje rolę rodzica (jak ja w stosunku do mojego rodzeństwa po śmierci mamy). Dziś prowadząca podawała cechy niewidzialnego dziecka. Do dziś nie pomyślałam o sobie w tej kategorii, a jednak. Każda z wypowiadanych przez nią cech rezonowała we mnie. Płacz w ukryciu, izolowanie się od znajomych (pamiętam letnie wieczory kiedy zasypiałam o 20 jak było jeszcze jasno, a za oknem słyszałam głosy grupki, do której nie należałam), problemy ze snem. Wypisz wymaluj ja. Ja przed śmiercią mamy. Potem byłam już bohaterem.
Wróciły wspomnienia. Izolacja, która miała na celu zwrócenie uwagi. Teraz to do mnie dociera. Chodząc spać tak wcześniej uważałam się za wyjątkową i dobrze mi z tym było. Kiedy chowałam się między kanapą i meblami w dużym pokoju i płakałam tam po ciemku, wbrew pozorom czułam się silna. Teraz już to rozumiem. Nie mogłaś być sobą, więc uciekłaś. Uważałaś, że to normalne, że nie ma przy Tobie rodziców, że nie mają dla Ciebie czasu. Uznałaś, że nie jesteś ważna. Już wiem kochana skąd u Ciebie nerwica w wieku kilku lat. Już wiem dlaczego tak bardzo potrzebujesz innych do życia, dlaczego tak bardzo boisz się odrzucenia i równocześnie bliskości. Nie czułaś bliskości w dzieciństwie, więc bycie blisko z kimś wydaje Ci się czymś nienaturalnym. Z drugiej strony tak bardzo boisz się odrzucenia, że robisz wszystko żeby się dostosować do innych, żeby Cię polubili. Żeby Cię nie opuścili, żebyś już nigdy nie czuła się samotna. Kochana - rozumiem to. Przytulam Cię i w pełni akceptuję to co teraz czujesz.
Komentarze
Prześlij komentarz