Dziewczynka w ciele dorosłej kobiety - coś nie coś o tajemnym skrócie DDD w moim życiu

 Gdy klikałam w okienko "nowy post", mój wzrok zatrzymał się na tytule bloga. Wybrałam go przekornie, żeby samej sobie udowodnić, że naprawdę warto żyć. Kiedy myślę o temacie tego posta, nijak nie gra mi on z tym optymistycznym wydźwiękiem... Do rzeczy.

2 lata temu po Świętach Bożego Narodzenia zrozpaczona błagałam Boga przez łzy, żeby mi pomógł. Gardziłam sobą. Nie widziałam nadziei. Nie mam sił dziś pisać o tamtym dniu, bo nie chcę nawet próbować przypomnieć sobie co wtedy czułam. Próbowałam po raz n-ty znaleźć odpowiedź dlaczego funkcjonuje tak, a nie inaczej. Dlaczego po raz kolejny odrzucam bliskość? Dlaczego nikt mnie nie rozumie i nawet Bóg nie chce mi pomóc? "Przypadkowo" trafiłam na skróty DDA i DDD. Nie trudno jest znaleźć strony o tej tematyce, więc też bardzo szybko trafiłam na spis cech Dorosłego Dziecka (Alkoholika/z Rodziny Dysfunkcyjnej). Wkrótce po tym udałam się na pierwszy meeting DDA/DDD. To było coś innego niż terapia, to było spotkanie z ludźmi, którzy mnie nie oceniali, ale słuchali, bo wiedzieli, że łączy nas podobny problem. Poczułam się przygarnięta. Z czasem jednak odpuściłam spotkania grupy. Nie o tym jednak chciałam :)

Jestem Dorosłym Dzieckiem z Rodziny Dysfunkcyjnej. Zazwyczaj tłumaczę to tym, że w wieku 14 lat straciłam mamę i z automatu przejęłam jej rolę w rodzinie (do 19. roku życia, kiedy pojawiła się nasza obecna mama:)). Jest tego jeszcze jeden powód. Powód, do którego ciężko mi się przyznać, bo ciężko jest oceniać jedną z najbliższych mi osób. Osobę, która krytykowała, wymagała bezwzględnego posłuszeństwa, krzyczała, kara cieleśnie, straszyła oddaniem do domu dziecka, była surowa i wycofana emocjonalnie. Mimo to, przebaczyłam i mogę dziś powiedzieć, że kocham mojego tatę. On też jest poranionym człowiekiem, a mimo to nie zostawił nas po śmierci mamy i kocha nas tak jak potrafi. 

Te dwa elementy "stały się" w określonym momencie mojego życia. Minęły, bo jestem już "dorosła", ale tak naprawdę jestem nadal małą poranioną dziewczynką, która zrobi wszystko, żeby ktoś ją zauważył, otoczył troską i miłością - dał jej poczucie bezpieczeństwa i wszystko to czego jej zabrakło. Wiecie co jest najzabawniejsze? Jestem bardzo dobrym i ambitnym pracownikiem, podjęłam dodatkową dość odpowiedzialną pracę, w której zarządzam ludźmi, koleżanki często korzystają z mojego wsparcia merytorycznego, uczyłam się dodatkowo języka, ciągle staram się rozwijać, dostałam niedawno awans. Wow, nie? Tylko nie umiem zbudować zdrowej relacji. Czym jest wtedy sukces zawodowy? Koleżanka pyta mnie czasem w pracy "skąd ja to wszystko wiem?". Myślę sobie wtedy jak bardzo bym chciała tego nie wiedzieć, a mieć tak jak ona dobre małżeństwo, mieć siłę i chęci do dbania o męża i o dom, tak jak ona to robi. 

Trochę smutno się zrobiło... Promykiem słońca na zakończenie będzie nadzieja :) To ona towarzyszy mi u początku mojej pierwszej prawdziwej psychoterapii, która wierzę, że pomoże mi się zjednoczyć w sobie. Wierzę, że dojdę do tego momentu, kiedy moja Dorosła Ja weźmie za rękę moje małe Wewnętrzne Dziecko i ruszą wspólnie w dalszą drogę mojego stawania się żoną, mamą, babcią, a przede wszystkim kobietą :)

Jeśli tu trafiłaś/trafiłeś po skrócie DDA/DDD to wysyłam Ci trochę ciepła i nadziei, że w końcu i dla nas wyjdzie słońce :) 

Komentarze

Popularne posty