Osamotnienie

 Osamotnienie jest jak rak trawiący moją duszę. Tak się dziś czuję. Taka samotna. Po dwóch tygodniach kwarantanny i zwolnienia muszę jutro wrócić do pracy. Nie chcę. Bardzo tego nie chcę. Nie chcę wstawać kiedy jest jeszcze ciemno. Nie chcę znów wracać do świata dorosłych. Do świata dostosowywania się. Nie jestem jeszcze na tyle silna, żeby osadzić się w sobie i nie szukać potwierdzenia siebie u innych. 

Dziś jestem zdecydowanie małą niedokochaną dziewczynką, która się boi. Najchętniej bym się zwinęła w kłębek i przestała istnieć. Najtrudniejsze jest to, że mam teraz za zadanie obserwować swoje emocje. Obserwować i je przyjąć. Łatwiej było to robić siedząc samej w domu bez innych bodźców z zewnątrz. Teraz się zaczyna powrót do prawdziwego życia. Prawdziwego dorosłego życia. 

Proces. To jest słowo, które daje mi jednocześnie ulgę i mnie przytłacza. Czuję ulgę, bo wiem, że nie zmienię się w ciągu jednego dnia czy miesiąca, że efekty nie są natychmiastowe i w sumie przytłacza mnie z tego samego powodu. Chciałam, żeby to stało się już. Teraz. Chciałabym być szczęśliwa, kochająca i kochana, nie być samotną i bez pustki. Wiem, że to wszystko jest nierealne, bo tych emocji nie czuje się ciągle i stale. To jest duży plus. Ale chciałabym być bardziej z nimi pogodzona. Umieć z nimi żyć. Z nimi a nie NIMI żyć.

Ostatnio moja psychoterapeutka uświadomiła mi, że ja staję się daną emocją, a nie podchodzę do niej jako czegoś odrębnego. To prawda. Wolałam jednak być radością, beztroską, a nie tak jak teraz lękiem, smutkiem i jakąś głęboko ukrytą złością. 

Zaczynam płakać. Moim pierwszym odruchem jest napisać do E. żeby jej podziękować za to, że jest. Jestem jej za to wdzięczna, bo ona faktycznie mieszkając ze mną przez cały okres studiów poznała mnie całkowicie. Przeszła ze mną najgorsze doliny. Jest mi naprawdę bliska. Tylko teraz wiem, że potrzebuję pobyć z tymi emocjami sama. Potowarzyszyć sobie w nich naprawdę. Potwierdza się też to, że ja idealnie funkcjonuję jak jestem zauważona. Wychodzi jak nic mój deficyt uwagi ze strony innych. Dlatego tak odżywam w towarzystwie osób, które się mną interesują, w których oczach i zachowaniu widzę, że jestem wyjątkowa. 

Rana DDD boli mnie dziś bardzo. Nie ufam sobie, nie ufam Bogu, zamykam się w sobie. Chciałabym znów mieć te 13 lat i wierzyć ciągle, że zjawi się ten książę na białym koniu i zapełni moją pustkę. Ta fantazja dodawała nadziei i koloru życiu, bo w końcu mogłam go spotkać w każdym kolejnym dniu szkoły. Zawsze byłam tą nieśmiałą, szarą myszką, którą on poznaje i pokazuje jej tą prawdziwą wartość. I żyliśmy długo i szczęśliwie. Ile te historie dodawały życia i radości :) Lubiłam je bardzo. Teraz boję się je pisać, bo ból świadomości, że te historie są nierealne chyba by mnie zniszczył. Przykre jest to, że nie umiem być szczęśliwa sama i nie umiem być szczęśliwa z innymi. 

Chyba muszę posłuchać znajomego i ruszyć na spacer. To ponoć pomaga przewietrzyć umysł. Niech tak będzie.

Komentarze

Popularne posty