Sobotnie rozkminy melancholika

 Odkąd mieszkam sama nie lubię sobót. Kojarzą mi się z napięciem i nerwową próbą zagłuszenia tego wewnętrznego głosu "masz robić coś pożytecznego", który ustawał dopiero wtedy jak padałam na twarz po zrobieniu zakupów i wysprzątaniu mieszkania na błysk, mimo, że nie było w nim bałaganu. Tak długo funkcjonowałam w systemie "wstawaj, znów mam wszystko robić sam?!", że na stałe wdrukował się w moją świadomość. Nie były to miłe sobotnie poranki. Miałam ochotę pospać dłużej, poleniuchować. Z czasem jednak dostosowałam się do tych sobót, wiedziałam, że muszę pomóc tacie, na którego po śmierci mamy spadły wszystkie obowiązki domowe i wychowanie mnie i trójki młodszego rodzeństwa. W tamtym czasie "sobotni system" spełniał swoją rolę. Później stał się utrudniającym życie oprogramowaniem. 

Dla większości ludzi nie byłby to problem. W końcu to taka drobnostka. Niby tak, ale życie w ciągłym napięciu, że na pewno o czymś zapomniałam i zostanę ukarana, nie pozwala na prawdziwe swobodne życie. Ten temat wypłynął kiedyś na jednym ze spotkań z psychologiem. Powiedział mi wtedy, że to czy posprzątam mieszkania ma znaczenie tylko dla mnie. Jeśli posprzątam - będę mieć czysto, jeśli nie posprzątam - będę mieć brudno, ale poza tym nic się nie stanie.  

Od tamtego momentu minęło chyba 3 lata. Jest sobotni wieczór. Nie posprzątałam, mam stertę prasowania, nie ugotowałam obiadu. Poszło trochę w drugą stronę, nie da się ukryć... Mimo to, mam nadzieję, że uda mi się osiągnąć równowagę. Uwolnić się z systemu - "robię, więc jestem". Szczerze zazdroszczę ludziom, którzy potrafią żyć tak po prostu. Robić coś dlatego, że chcą, a nie z lęku przed karą albo żeby udowodnić przed sobą samym, że mają wartość. 

Jak spędziłam tę sobotę? Do 12 w łóżku, posłuchałam webinaru o DDD (w którymś poście o tym szerzej), zrobiłam kąpiel w bąbelkach, zjadłam śniadanie, pół dnia przegadałam na Duo z przyjaciółką, przeczytałam kilka kartek książki "Projekt szczęśliwe małżeństwo". W międzyczasie cieszyłam się promykami słońca, które na chwilkę wyszło zza chmur. Wypiłam trzy herbaty. Puściłam zmywarkę. Czy tak wyglądają dni normalnych ludzi? Kiedy wypisałam to wszystko zrozumiałam, że to wcale nie mało i nawet uśmiechnęłam się do siebie :) 

Niech to będzie mój "promyk słońca" w terapeutycznej podróży do siebie. 

Komentarze

Popularne posty