Mój drogi internetowy pamiętniczku...

"Czy nie sądzisz, że kiedy pisałaś to lepiej funkcjonowałaś psychicznie?" To proste pytanie zadane przez moją przyjaciółkę uświadomiło mi, że pisanie bardzo długo było częścią mnie. Dzięki temu mogłam być kim chciałam i gdzie chciałam :)

Przez kilka dobrych lat z inną przyjaciółką pisałyśmy opowiadania. Ona i on, kilka perypetii i na koniec miłość i życie happy ever after. Lubiłam tworzyć. W każdej z nowopowstałych historii przeżywałam historie bohaterek, ich emocje, byłam tak jak one wyjątkowa, ważna i kochana. Ktoś później uświadomił mi, że to było uciekanie od życia. Z dzisiejszej perspektywy widzę, że to był mój mechanizm obronny. Chciałam dać sobie to czego nie otrzymałam. Każda z historii była próbą życia w inny sposób niż ja wtedy potrafiłam. Z tą świadomością porzuciłam pisanie opowiadań.

Nigdy nie należałam do śmietanki towarzyskiej. Byłam szarą myszką. Rodziców (a potem taty) nie było stać na modne ubrania. Byłam chorobliwie nieśmiała, zakompleksiona, zawsze w cieniu koleżanek. Nie lubiłam imprez. Zresztą rodzice mnie na nie nawet nie puszczali. Wiodłam swoje nastoletnie życie marząc, że tak jak w Kopciuszku spotkam księcia, który mnie wybawi. Spotkałam księcia. Nie wybawił mnie. Nie dlatego, że nie chce tego zrobić, ale dlatego, że Kopciuszek był bajką. Fikcją, która "psuje" kolejne pokolenia młodych dziewczęcych serduszek. Ta świadomość boli i to bardzo. 

Mój książę nie zabrał osamotnienia, zagubienia, smutku, żalu, nie zakleił dziury w moim sercu plastrem swojej obecności. Jego serce prawdopodobnie krwawi jak moje. W Kopciuszku nikt nie zwrócił uwagi, że dziewczyna, która straciła mamę, a potem tatę, wykorzystywana i raniona może nie wiedzieć co znaczy kochać. Może bać się bliskości, bo kojarzyć się jej będzie ze stratą, z czymś nienaturalnym, bo większość życia była osamotniona, niezauważana. A książę? Stracił dzieciństwo, bo musiał objąć rolę króla w miejsce ojca. Nie wie jak budować relację, bo nie miał wzorca. Oboje są poranieni. Żyją nadzieją, że ta druga osoba uleczy ich serce. Trochę sparafrazowałam tę bajkę. Prawda jest jedna - i Kopciuszek i książę są Dorosłymi Dziećmi z Rodzin Dysfunkcyjnych. Oboje marzą o dobrym związku, miłości i bezpieczeństwie. 

Dotarłam właśnie do tego punktu w życiu. Dowiedziałam się i próbuję teraz to przyjąć, że to ja odpowiadam za swoje szczęście. Nikt z zewnątrz nie uleczy ran zadanych mojemu dziewczęcemu serduszku. Mogę to zrobić tylko ja. A jak to zrobię, mogę tę nadzieję dać mojemu księciu :) 

Dziś mam dwa promyki słońca:
1. cykl konferencji przygotowanych przez Sylwię Kocon poświęconych DDA/DDD - mówi o sobie, o drodze, którą przeszła i dzięki której może dzielić się nadzieją z innymi. Słuchając jej i czytając wypowiedzi na czacie poczułam się mniej samotna :)
2. wróciłam do pisania - dałam sobie prawo do powrócenia do tej cząstki mnie, którą na siłę chciałam usunąć - teraz ona staje się moim wsparciem w terapii :)


Komentarze

Popularne posty