Misie-tulisie :)
Spędziłam dziś popołudnie i wieczór z narzeczonym :) To pierwsze spotkanie po naszych kwarantannach :) Brakowało mi go. Mimo, że nie doświadczałam uczucia tęsknoty dziś sobie uświadomiłam, że tęskniłam i mimo tego co podpowiada mi moja psychika - jest on dla mnie bardzo ważny.
Oboje mamy duży deficyt bliskości fizycznej. Uwielbiamy się przytulać. Najczęściej leżymy razem przytuleni i rozmawiamy lub śpimy. Dziś po kawie popołudniowej (pozwoliłam sobie na to szaleństwo, bo przy moich dolegliwościach powinno się unikać kawy) leżeliśmy i mimo dwóch tygodni laby zasnęliśmy. Zapytał mnie potem czy spałam. Spałam a jakże. Spytał "dlaczego?" Przekornie oddałam pytanie. "Bo było mi dobrze". Moja odpowiedź była taka sama. Czułam się bezpiecznie i dobrze. Tylko zaraz przyszła świadomość, że musi wracać do siebie, że nie mogę być jak ta koala uczepiona do mamy. Mam życie. Muszę pracować. Muszę stanowić odrębną jednostkę, bo w związku powinno się być 50:50. Z tą świadomością przyszedł lęk. Nawet nie wiem przed czym. Przed opuszczeniem? Osamotnieniem? Życiem? Oddaleniem?
Zgodnie z zadaniem z piątkowego spotkania z psychoterapeutką obserwuję i analizuję swoje emocje. Ten lęk mówi mi o tym, że nie chcę znów być sama, nie chcę być samotna. W takich sytuacjach wychodzi mój wewnętrzny bobas i przez łzy prosi "przytul mnie tato", "nie odchodź mamo", "bez was sobie nie poradzę".
Zauważyłam też, że kiedy pojawia się to magiczne zdanie "muszę już uciekać", mam ochotę wyrzucić go z domu od razu. Dziś zrozumiałam dlaczego. Świadomość, że zaraz wyjdzie uruchamia we mnie taką "niespokojność w oczekiwaniu". Dlatego myślę, że im szybciej tym mniej będzie boleć. To chyba podobny system jak w oczekiwaniu przez dziecko na apogeum domowej kłótni w postaci klapsa czy krzyku o największym natężeniu.
Dziś pożegnanie poszło w miarę łatwo. Zajęłam się w międzyczasie przygotowywaniem ubrań do pracy, pastowaniem butów (żeby sól znów na nich nie wyszła) i myślą o tym, że się "wypiszę" i będzie mi lżej :) Faktycznie działa.
Byłam też na krótkim spacerze :) Było całkiem sympatycznie. Włączyłam radio, żeby zagłuszyć myśli i tuptałam po skrzypiącym połyskującym w słońcu śniegu. Było cudnie. Ze spaceru wróciłam już z A.
Komentarze
Prześlij komentarz