Sanatorium miłości? Serio to oglądasz?!
Wiele osób z mojego bliskiego otoczenia krytykuje ten program. Ja go lubię. Może dziwnie to zabrzmi, ale odnajduje w nim nadzieję dla siebie. Patrzę na tych 60-cio, 70-cio latków i widzę ich cierpienie, ale też nadzieję, że spełnią się ich pragnienia. To jest niesamowite, że pragnienie miłości jest tak uniwersalne i że w każdym wieku życie może się zmienić na lepsze.
Prócz DDD, jestem też WWO. Same skróty ;) Osobą wysoko wrażliwą. Mam przez to wysoko rozwinięty poziom empatii i dlatego łatwiej mi postawić się w sytuacji innych cierpiących osób. Może dlatego ostatnio oglądam "Sanatorium miłości" czy "Ocalonych" - program o osobach, które pokonały życiowe trudności, zamiast komedii romantycznych. Cały mój świat sfokusowany jest na przyniesienie ulgi w cierpieniu.
Życie z ciągłym niepokojem i pustką w pewnym momencie staje się desperackim poszukiwaniem choć chwilki ulgi. Sms: "z terapią to przejdzie :) ", widok uroczego pieska sąsiadów skaczącego za piłką, telefon od mamy, historia innych DDD, kolejny filmik tłumaczący dlaczego funkcjonuję tak a nie inaczej i najważniejsze poczucie, że nie jestem w tym wyjątkiem, że nie cierpię sama (może to brzmi samolubnie, ale tak jest). Każdy z tych elementów jest jak przetarcie zaparowanego lustra. Na chwilę jest przejrzyściej, naprawdę widzisz siebie, a potem Twój obraz znów znika za parą. Znów czekasz, aż coś lub ktoś oczyści Twoje lustro.
Obudziłam się dziś koło 8, wzięłam leki i wróciłam do łóżka. Jak zawsze rano męczy mnie to dziwne uczucie, które nazwę "coś jest nie tak". Nie da się go konkretnie opisać. Coś jakby pustka, smutek, brak. Wczoraj słuchałam filmików o DDD/DDA Sylwii Kocoń i to mi pomogło. Pomyślałam, że dziś pewnie też pomoże. Niestety się nie udało. Przemęczyłam się w łóźku do 13. "Najgorsza jest ta pustka" - napisałam do znajomego. "Z terapią przejdzie :)" - odpisał. On wie tylko część o moim problemie i jest trochę jakby obok. Może dlatego tak łatwo mi teraz poszukać u niego nadziei. Czasem potrzebuję właśnie tylko takich słów i jest lepiej. Przykro mi tylko, że ta pustka oddala mnie od narzeczonego i bliższych mi osób. Mam wrażenie, że ostatnio składam się z wody, a cała reszta to smutek, pustka, cierpienie, walka. Nie mam nic co mogłabym dać. Nie ma we mnie pulsującego życia, entuzjazmu i miłości.
Jest jeden plus :) Nie mam wreszcie wyrzutów sumienia, że tak długo śpię ;) W sumie i drugi - zawsze jest ktoś kto napisze mi, że "z terapią przejdzie".
Komentarze
Prześlij komentarz