Kiedy słońce nagle znika...

Dawno mnie tu nie było. Kolejny projekt umarł śmiercią naturalną. Jak kurs księgowości, jak szydełkowanie, jak wycieczki rowerowe, jak postanowienie na ćwiczenia fizyczne... Siedzę na kwarantannie, na kolejnych w życiu antydepresantach i szukam sensu.

Ktoś dziś przypomniał mi, że depresja dopada osoby inteligentne. Heh... Kiepska to pociecha. Myślę, że ten post nie będzie promykiem słońca. Nie będzie też zbyt optymistyczny. Może zawierać "śladowe ilości" ironii lub czarnego humoru. Dzięki temu będzie prawdziwy. Zrozumieć to mogą tylko osoby, które stanęły twarzą w twarz z demonami przeszłości i szamoczą się próbując wydostać się z ich szponów i żyć.

W pewnym momencie tracisz siłę i dopada Cię bezsens. Brzmi tak banalnie, prawda? Nie jest jednak tak lekkie i łatwe. Czujesz jak coś w głębi Ciebie umiera, rozpada się i zostaje w Tobie tylko tępy ból przypominający, że coś jest nie tak. Trafiasz na terapię - jedną, drugą. Jest przez chwilę lepiej, ale ostatecznie się poddajesz. Rozsypujesz się i Twoje wołanie o pomoc staje się wyraźne. To nic, że masz 30 lat, stałą pracę, mieszkanie, narzeczonego - kiedy w środku Ciebie siedzi mała dziewczynka tęskniąca za miłością, której kiedyś nie dostała. Jak utulić tą malutką, kiedy sama masz pusty zbiornik z miłością? Zbiornik... Bardziej sitko. Ile się wleje, tyle ucieknie.

Na pierwszym spotkaniu, moja terapeutka podsunęła ciekawą hipotezę - lęk jest czymś co przywołuje mnie do siebie. Być może mój dzisiejszy post jest takim powrotem do siebie? Pamiętam jak dużą frajdę przynosiło mi pisanie. Jakiś czas temu mój przyjaciel zaprosił mnie do współpracy przy blogu. Pamiętam tą euforię, którą czułam po opublikowaniu posta. Czemu zrezygnowałam? Bo dawało mi to za dużo radości. Wiem, że to głupie. Lubię tworzyć :)

Test post jednak będzie dla mnie promykiem słońca na ten dzień. Jest jednym z kroków powrotu do siebie. Jest moją terapią. 






Komentarze

Popularne posty