Przyjaźń - tylko czy aż?
To takie intrygujące - poznajesz człowieka i nie zauważasz nawet kiedy, i jak wpisuje się on na stałe w Twoje życie. Nie da się ukryć, że każdy z nich nadaje barw Twojemu życiu. Każda historia, którą pisze Wasze wspólne życie jest niepowtarzalna. Często zapominam o moich przyjaciołach w codziennym zabieganiu, choć w głębi serca są oni zapisani na zawsze. Dlatego chciałabym, żeby ten post był hołdem złożonym im za to, że są (choć nie wiem czy zdecyduję się im go pokazać;))
Z jedną z przyjaciółek często przekomarzamy się w temacie początku naszej przyjaźni. Dlatego chciałabym się dziś z Wami podzielić moją perspektywą kilku początków. Postaram się zachować chronologię :)
Historia pierwsza. Wrzesień 1997. Urodziły się wtedy moje siostry, a ja byłam dumnym bezzębnym uczniem pierwszej klasy. Położna, która przychodziła do mojej mamy okazała się być mamą mojej koleżanki z klasy. I tak się zaczęło :) Byłam wtedy niezłym gagatkiem i doigrałam się ostatecznie miana "nieodpowiedniego towarzystwa", ale mimo tego, w tym roku świętowałyśmy 21 lecie przyjaźni :)
Historia druga. Wrzesień 2003. Pierwsza klasa gimnazjum. Trafiłam tam wraz z częścią klasy z podstawówki. W nowej klasie znalazła się też pewna niepozorna dziewczynka z rudymi warkoczami. Po pewnym czasie okazało się, że tak jak ja ma totalnie nieposkromioną wyobraźnię. Tak połączyły nas historie z silnie rozwiniętym wątkiem miłosnym, które skutecznie odwaliły robotę bajek z Disneya i "dzięki" którym leczymy się teraz z ideału "księcia na białym koniu" (po 15 latach, ale przynajmniej we dwie jest raźniej ;)).
Historia trzecia. Liceum/studia. W tej sytuacji początkiem była wspólna fascynacja łaciną, której prawie nikt w liceum nie lubił. Później spędziłyśmy 5 lat pod jednym dachem i na jednym kierunku studiów. Ona przeżyła ze mną wszystko. Święta kobieta :)
Teraz wplotę w to zestawienie kilku przedstawicieli męskiego grona.
Historia pierwsza. Studia. Zazwyczaj siadałyśmy na wykładach w jednym z przednich rzędów. Na jednym z nich przed nami siadała paczka, do której należał chłopak, którego podśmiechiwanie namacalnie wprowadzało w ruch cały rząd krzeseł. Tak z przerwy na przerwę zaczynaliśmy więcej rozmawiać i ostatecznie zostałyśmy wchłonięte do przedrzędowej grupy :) Tak poznałam mojego starszego braciszka. Jesteśmy żywym dowodem na to, że przeciwieństwa się przyciągają, bo naprawdę jesteśmy jak przeciwległe bieguny.
Historia druga. Też studia. To była krótka, ale intensywna znajomość. Po półtorej miesiąca miałam wrażenie jakbym znała go całe życie. Wszedł do niego tak szybko, jak szybko później musiał odejść. Odkrył we mnie "mnie" jaką lubiłam kiedyś być. Wiele mu zawdzięczam.
Historia trzecia. Gimnazjum/liceum. Pomylił mnie ze swoją koleżanką i nie wiedzieć kiedy zdobył moje serce. W ten sposób zauroczenie przerodziło się w przyjaźń i miłość. Jest najbliżej i myślę, że dlatego ma najtrudniejszą rolę. Zna każdą moją słabość. Myślę, że przez to nasza relacja nabyła szlachetności.
Ta lista oczywiście nie jest skończona, bo zaprzyjaźnianie jest procesem i mogłabym do tej listy dołączyć jeszcze kilka osób. Opisałam te z najdłuższym stażem :)
Kiedy patrzę na te historie z perspektywy czasu, wracają wspólne chwile, trudne momenty, doświadczenia niezwykłości w zwykłych chwilach. Stwierdzam, że jestem szczęściarą. Udało mi się znaleźć promyk słońca na dzisiejszy bardzo trudny dzień :)
Jak rodziły się Twoje przyjaźnie? Może dziś jest dzień na to, żeby podziękować swojemu przyjacielowi/przyjaciółce za to, że jest obok? :)
Wielu promyków słońca na kolejny dzień :) 🌞
Komentarze
Prześlij komentarz