W alternatywnej rzeczywistości

Dziś złapałam się na rozmyślaniu o tym jak pięknie wyglądałoby moje życie gdybym miała dobrego męża. W ten kolejny wieczór pełen płaczu córeczki przyszedłby do pokoju, wziął ją ode mnie mówiąc 'ja się nią zajmę, napij się herbaty i zregeneruj'. 

Frustracja, która mi towarzyszy w ostatnich kilku dobrych tygodniach osiąga apogeum. Jestem przemęczona, niedospana. Przez mój ostatni stres, że mogę być w ciąży straciłam równowagę też "zdrowotną". Mam ochotę zadzwonić do Mamy męża i powiedzieć jej jak wychowała swojego syna. I nie byłoby w tej wypowiedzi nic miłego. Być może to tylko moje zmęczenie, poczucie osamotnienia i braku zrozumienia. 

Tak często łapię się na tym, że myślę o P. Ma rozwalone małżeństwo. Męża ma na obiedzie i na papierze. Pewnie wydaje jej się, że u nas jest tak super. A mam wrażenie, że tak naprawdę żyjemy podobnie. Prócz tego, że ona nie ma zawiedzionych oczekiwań i nadziei na dobrą relację partnerską a ja mam. Plus ten kolejny lęk przed potencjalną ciążą... 

Nie mam już naprawdę pomysłu co zrobić żeby było lepiej... Nie umiem się już nawet modlić. Nie widzę sensu w "zabawie ' znów w psychologię. Coś jest w tym zdaniu, które znalazłam ostatnio na rolkach. Parafrazując - gabinety psychologiczne pełne są tych, którzy próbują uleczyć się będąc z tymi,którzy tego uleczenia najbardziej potrzebują... 

Może łatwiej będzie jak dzieci podrosną? Może faktycznie poszukać pomocy w poradni rodzinnej? Może "przeszczepić" sobie duszę i serce? Żeby nie czuć bólu? 




Komentarze

Popularne posty